Kochani,
Padam na rzęsy, ale opiszę proces, który wydarzył się w naszej rodzinie, bo czuję, że pomoże wielu osobom.
Rozkminiliśmy to z moją kochaną Valerią dosłownie z 30 min. temu.
Grudzień dla naszej rodziny to trudny czas. W tym roku szły rykoszety kuliste, smoliste energetyczne po całej rodzinie. Ktoś się pochorował, do kogoś system (reprezentowany przez bank) stawał okoniem, ktoś złapał dołka, presja czasu, ryzyko i strach, że podróż do rodziny się nie uda, zamrożenie, irytacja, stres, robienie wielu rzeczy, nawet bardzo pomocnych i dobrych, ale kosztem rodzinnego czasu. I to cała nasza czwórka czuła – nawet widać to było po skrajnie silnych emocjach naszych dzieci.
Teraz miałem drukować jakieś materiały, i nawet cały ten proces szedł w bólach – nic nie chciało działać od aplikacji po laptopy itp., i znów presja czasu, robienie czegoś przez co nie jestem z najbliższymi itp.
I w tej irytacji mówię do mojej żony, że nie zostawię tego. Że odpalam swoją czujkę energetyczną, bo to jest tak stary ślad energetyczny – towarzyszy nam co grudzień!
I gadam trochę do siebie, trochę do niej – badam emocje, energie, czujkę Prawdy.
Kiedy to się zaczęło? Czy wszystkie nasze grudnie takie były..? Nie – to był grudzień 2017 roku. Wtedy jest energetyczne i emocjonalne wstrząśnięcie – dosłownie pioruny przechodzące po całej naszej rodzinie.
W 2017 roku około 6 grudnia moja żona wylądowała w szpitalu – naszemu drugiemu dziecku groziła toksoplazmoza, było sporo niedobrych objawów, okazało się, że raczej cały grudzień i nowy rok spędzi w szpitalu Matki Polski w Łodzi. Czekała ją omnipunkcja, do której doszło.
Byliśmy posrani ze strachu, wstrząśnięci, Karolinka w ciągłej histerii, bo nie ma mamy i czemu mamusia nie wraca do domu? Valeriia zapłakana, zamrożona, bo przebywała 24/24h we wrogiej atmosferze personelu szpitala i wielkiej rozpaczy spowodowanej strachem o Gabrysia, smutkiem z bycia samej całymi godzinami. No i Kozłowski, płaczący z bezradności, czując tak silnie emocje najbliższych ukochanych osób. Wszyscy mieliśmy świadomość, że 24 grudnia nie pyknie, i Valeriia zostanie w szpitalu.
Zobaczcie, co mamy do tej pory – niewspierający, pełen „niekompetencji” system (reprezentowany przez nieprzychylne procedury szpitalne, wrogi personel).
Mamy 4 agentów – nas i nasze dzieci (w tym jedno nienarodzone), którzy przeżywają skrajnie trudne stany emocjonalne, rozłąki, rozpaczy, zamrożenia, żalu, gniewu, bezsilności itp. itd.
Co tworzy grupa osób z potężnymi stanami emocjonalnymi w konkretnej ramie sytuacyjnej?
Czuję, że wiele osób pamięta to z warsztatu Ochrona Energetyczna – mamy KLĄTWĘ. I do tego ta symboliczna data 24 grudnia. Narastające napięcia i trudności od 6 grudnia…
Wiecie co pomogło mi dziś to odkryć (dokonało się to w ok. 6 min.)?
To, że wziąłem te trudne emocje i wszedłem w nie maksymalnie sobą (szczególnie tego takiego zamrożenia/bólu w splocie słonecznym) oraz wsparcie głowy, która logicznie wiązała wszystkie szczegóły.
Nie wspomnę o innych grudniach, gdzie do 24 grudnia działy się jakieś kosmiczne nieporozumienia w naszej rodzinie (powtarzalne – niewspierające systemy, bankowe choćby, ból emocjonalny, bezsilność itp., itd.).
Traumy karmiczno-rodowe przyniosły tę sytuację z grudnia 2017. Ale ta sytuacja i nasze indywidualne traumy z tego okresu stały się NOWYM ŚLADEM ENERGETYCZNYM. My sami założyliśmy na siebie klątwę – klątwę z braku, smutku, rozpaczy, braku poczucia sprawczości. Co ciekawe, po 24 puszcza, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki…
A jak wiemy, grudnie też mają mocne energie w ogóle.
Pamiętajcie Kochani ten wzór – GRUPA LUDZI + SILNE EMOCJE + RAMA SYTUACYJNA + (ewentualnie) DATA/RAMA CZASOWA = KLĄTWA
Jak widać każda klątwa ma swoją specyfikę, swoje znamię energetyczne, a objawia się fałszywymi informacjami energetycznymi w naszym życiu – emocjami, wydarzeniami, chorobami, nieszczęściami, problemami.
Poszukajcie Kochani w swoim/Waszym życiu rodzinnym – mamy piękne wsparcie, aby nawet te cykliczne klątwy rozpuścić i uwolnić się od nich.
HAPPY END
24 grudnia wypisano Valeriię ze szpitala. Byliśmy razem. Zasiedliśmy, patrząc z boku do ubogiego stołu, z minimalną ilością dekoracji – ale w sercach byliśmy BOGACI. To były najlepsze i najpiękniejsze święta w moim życiu. I gdy teraz się wzruszam i wysyłam miłość mojej żonie, dzieciom, samemu sobie z tamtego czasu, wiem, że to była ta nadzieja, wiara, która przychodziła, gdy było naprawdę trudno. I to się uzdrawia.
A jeśli też gdzieś wysłałeś/wysłałaś spontanicznie miłość do kogoś z nas z przeszłości, dałeś swoje wzruszenie – dziękuję Ci – bo też stałeś się częścią tamtej nadziei i święta miłości, gdy w końcu mogliśmy być razem.
Uzdrowień Kochani. Dziękuję, że jesteście <3
Mateusz
