Sens kosmiczny – ponowne odkrycie…
Nie pamiętam czy kiedyś o tym pisałem…
Jako 7-8 letni chłopiec, leżąc w łóżku przed snem doświadczyłem pierwszej wizji mistycznej… pierwszego kontaktu z nieświadomością zbiorową.
Przypomniało mi się to, czytając o wizjach po LSD (!) których Grof przeprowadził tysiące i ułożył w konkretne obszary, jakich ludzie doświadczają.
Ta wizja mnie przeraziła. Otwierałem i zamykałem z całych sił oczy, a ona była „przed oczami”, bo była widziana parazmysłami.
Metalowa twarz Chrystusa w koronie cierniowej, zbudowana z metalowych bloków, które na moich oczach tę twarz budowały. Wokół szalała filotetowa kosmiczno-piaskowa burza.
Pierwsza wizja holotropowa (jak nazywa Grof), moment, w którym świadomość dziecka po raz pierwszy zetknęła się z ogromem bytu, z energią większą niż codzienność potrafiła pomieścić.
Dziecko, które widzi taką scenę, nie ma jeszcze filtrów poznawczych. Dlatego doświadczenie jest potężne, surowe, kosmiczne. Moja świadomość po raz pierwszy zetknęła się z polem archetypowym – z samym kodem, z którego zbudowana jest duchowa wyobraźnia.
To był pierwszy błysk „pamięci duszy” – kontakt z własnym wewnętrznym Chrystusem, z jego blaskiem i jego maską.
Grof uważał, że w głębokich stanach świadomości (np. podczas oddechu holotropowego, tripów z LSD czy psylocybiną, kryzysu duchowego czy spontanicznych wizji) psyche odsłania kolejne warstwy pamięci i symboli, które prowadzą człowieka do integracji życia, śmierci i duchowości.
Twarz Chrystusa to klasyczny symbol przejścia z cierpienia w oświecenie.
Grof często pisał, że wiele osób w fazie wyzwolenia widzi motywy ukrzyżowania, śmierci i zmartwychwstania, bo psyche używa znanych obrazów religijnych, by pokazać „umieranie starego ja i narodziny nowej świadomości.”
To, że w mojej wizji twarz była „nakładana” – może oznaczać, że jeszcze trwał proces transformacji: boska tożsamość nakładała się na ludzką, ale nie była jeszcze zintegrowana.
Dlatego pojawił się lęk – to moment przejścia, jeszcze przed rozpuszczeniem napięcia.
Symbol Chrystusa – kontakt z archetypem boskiego współczucia i ofiary, z uniwersalną świadomością miłości, która przechodzi przez cierpienie.
Fioletowa burza kosmiczna – reprezentacja energii duchowej transformacji (violet flame, alchemiczny ogień przemiany).
Dziecięcy wiek – spontaniczne otwarcie, nie przez praktykę, ale przez naturalną wrażliwość, co Grof określał jako „spontaniczną aktywację nieświadomości archetypowej”.
Przerażenie spowodowane tą wizją zablokowało ją na lata… a przez ostatnie 5 lat wracałem, na raty, do odblokowania tego daru „medium” – w sensie widzenia i czucia znaczenia, sensu, symboliki, mitu archetypowego i osobistego.
Co zabawne… kanałem komunikacji z mitem i światem archetypów stała się moja pasja (jako 9-latek czytałem wielokrotnie Mitologię Parandowskiego) mitologii oraz komiksów amerykańskich – współczesnej mitologii archetypicznej… więc kanał był udrożniony, ale bez bezpośredniego daru.
A dzisiaj? Drzeworaj, archetypiczne karty samopoznania, bycie narratorem światów dla osób, które przychodzą po wsparcie…
Wiecie co mnie uderza?
Pamiętam ten lęk, przerażenie, to zalanie obrazem. I lęk zablokował przepływ.
Ale przecież jak wielu osobom, z powodu przesilenia duchowego, kryzysów, zażycia substancji psychoaktywnych ten kanał się nie zamyka? I zaczyna ubezwłasnowolniać? I mamy w konwencjonalnej medycynie psychozy, schizofrenię itp… a to spontaniczne otwarcie się kanałów parazmysłów, które przekroczyły człowieka z jego psychiką…
Mam wrażenie, że czeka na nas rewolucja w sposobie, w jaki patrzymy na człowieka i jego stany.
Przytulam ![]()
PS – w środę zamykam listę na nasz warsztat ![]()